ZAKŁADKA LIVEObejrzyj gale na żywo korzystając z naszej zakładki live!

10 najlepszych gimmicków WWE

Za co tak naprawdę kochamy zawodników pro-wrestlingu? Oczywiście za ich gimmicki. Dla niewtajemniczonych, gimmick jest to charakter, styl bycia zawodnika. Charakter człowieka może być różnie odbierany przez różne osoby. Tak samo jest w pro-wrestlingu. Zatem dziś mam zaszczyt Państwu zaprezentować mój (SUBIEKTYWNY!) ranking 10 zawodników WWE z najlepszymi gimmickami – tych, na których czekamy, a kiedy już są, wszystko w nas chodzi. UWAGA! Od razu ostrzegam, że podczas pisania felietonu mogłem przegapić paru zawodników, więc z powodu ich braku krew Was może zalać. Starałem się jednak o wszystkim pamiętać. Dodałem też mały bonusik, więc czytajcie uważnie. 😉

finn-balor-wwe-041315-youtube-ftr_1wnlkbhh8xojs1v1x4itsax596-750x340-1449966951
MIEJSCE 10 – Finn Balor (debiut w WWE: 2014)
Zaczynamy z grubej rury, bo od Finna Balora. Pół człowiek, pół demon. Jego umiejętności ringowe stoją na naprawdę wysokim poziomie, ale w tym felietonie nie o tym. Bodypaint (malunki na ciele) Balora w postaci The Demon Kinga robią naprawdę, NAPRAWDĘ niesamowite wrażenie. Za każdym razem inne, za każdym razem bardziej powalające. Themesong bardzo pasuje do postaci, a jego sposób poruszania się podczas wejścia jeszcze bardziej. Będąc już przy tym, czy jest ktoś, kto nie chciałby kupić tej jego… czapki…?

orton
MIEJSCE 9 – Randy Orton (debiut w WWE: 2002)
„They talk to me…”. Viper, Randy Orton. Zawodnik z gimmickiem naprawdę nieprzeciętnym. Z finisherem doskonałym, przed którym taunt jest przez zawodnika genialnie wykonywany. Randy jest stoicko spokojny, z przeważnie pogardliwą, pewną siebie miną lub wzrokiem psychopatycznie skupionym na rywalu, lecz gdy zacznie się walka, The Apex Predator jakby wyrzuca z siebie całą energię, szaleństwo i, bądź co bądź, opętanie. Gdy jest heelem, swoją rolę odgrywa jeszcze lepiej, choć czasem dochodzi wtedy do jego desperacji i podobnych, co bardzo dużo zabiera jego postaci (mniej więcej charyzma -90). Dużo by mówić o tym zawodniku, ale… chyba same pozytywy, co?

goldberg-wwe-raw-return-video_0
MIEJSCE 8 – Bill Goldberg (debiut w WWE: 2003)
Naprawdę, ale to naprawdę żałuję, że nie urodziłem się jakieś 15 lat wcześniej i nie miałem okazji oglądać Goldberga w czasach, gdy ponad 170 razy z rzędu squashował swoich rywali, wygłaszał, cóż, trochę szalone proma i do każdego krzyczał: YOU’RE NEXT! Żałuję też, że nie miałem przyjemności oglądać jego epickich wejść na żywo. Dlatego cieszę się, że Bill powrócił, zniszczył Lesnara i podpisał umowę z WWE na Road to Wrestlemania. Kreowany na pochodzącego bardziej z okolic Szwecji, Norwegii, przez swoje nazwisko, naprawdę pochodził z rodziny…uwaga…żydowskiej, o nazwisku Goldberg. Były futbolista miał… w sumie, to nadal ma fantastyczny gimmick niczego nie bojącego się niszczyciela z północy.

deanraw
MIEJSCE 7 – Dean Ambrose (debiut w WWE: 2012)
The Lunatic Fringe, Świr, Szaleniec. Dean Ambrose nie jest aktualnie zbyt pozytywnie oceniany, a nawet mój znajomy powiedział mi jakiś czas temu, że go nie trawi, głównie przez występy w CZW (tylko dla ludzi o mocnych nerwach), gdzie Dean był prawdziwym nieokrzesanym, masochistycznym psychopatą. Mimo, iż Ambrose jest jednym z moich ulubionych zawodników, też ostatnio mam go trochę dość. Jako face spisuje się moim zdaniem świetnie, ale bardzo potrzebuje albo heelturnu, albo powrotu The Shield. Dodatkowo jest James Ellsworth, o którego Ambrose musi się troszczyć i opiekować, jak jakaś, za przeproszeniem, pieprzona mamuśka, co zdecydowanie nie leży w jego naturze. On potrzebuje wolności i… tego czegoś, co pozwoliłoby mu przeistoczyć się z komediowego wariata w niebezpiecznego psychola. Bez tego jego postać będzie nudna i szarobura, a gimmick – niewykorzystany nawet w 20%.
james-ellsworth-1
+ MIEJSCE 7 V.2 – James Ellsworth (debiut w WWE: 2016) [BONUS]
Obecnie jeden z najbardziej pobudzających publiczność zawodników ma gimmick… pierdoły, fajtłapy, która nie jest w stanie zrobić nic bez swojej psychopatycznej niańki. Moim nieskromnym zdaniem, król Superkicka w 2016 roku. James przez swój gimmick czyni zwycięstwa jeszcze bardziej efektownymi. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy to gra aktorska, czy nie, ale w każdym momencie podczas występu przed kamerami sprawia wrażenie niezwykle podekscytowanego. Przyznam Wam szczerze, że widziałbym Ellswortha w tag-teamie z Hornswogglem (szkoda, że już go nie ma w WWE). Gdyby nabrał jeszcze trochę ring-skilla, dostawałby pewnie jeszcze większy pop od publiczności, niż obecnie, ale uważam, że nie byłby to już ten sam fajtłapowaty… gumiś. Chciałbym, żebyście pod postem na grupie dyskusyjnej WrestlingNews na Facebooku, pod postem w którym jest link do tego felietonu, napisali swoje pomysły na Jamesa.

kane
MIEJSCE 6 – Demon Kane (Debiut w WWE: 1997)
Kiedyś, jak pięknie ujęła to Marta w swoim Bestiariuszu, Czerwona Maszyna do zabijania. Teraz? Maksymalnie szmacony półdemon. Co prawda, ostatnio ma sporo, co ważne, ciekawych walk w feudzie z Brayem Wyattem i Randym Ortonem, ale powiedzmy sobie szczerze, to nie jest ten sam potwór, co na przykład 15 lat temu. Moim zdaniem, postać Kane’a straciła naprawdę bardzo dużo po zdjęciu maski w 2003 roku. Nie był już tym opętanym, demonicznym potworem, a jedynie człowiekiem z piekła rodem. Potem już Dyrektor ds. Operacji Kane dosłownie lizał dupę authority i przeszkadzał, w miarę możliwości, Sethowi Rollinsowi. Niedawno powróciła jego (choć trochę) demoniczna wersja w masce, Kane prowadzi feud z Rodziną Wyatta i od 2014/15 roku jego postać zmierza w dobrym kierunku. Jednak bardzo potrzebuje on zmian – zmiany maski, bo w tej wygląda jak łysy mops, „trykotu”, na jakiś, którego jeszcze nie było, z żywszymi barwami i oczywiście lepszych feudów z lepszymi walkami. Co by tu więcej mówić? Gimmick demona zawsze na propsie!

sting
MIEJSCE 5 – Sting (debiut w WWE: 2014)
The Icon, The Vigilante, Sting! Po moim „zdjęciu” profilowym na praktycznie każdej stronie można wywnioskować, że go wprost uwielbiam. Jego postać to coś, jakby połączenie Batmana z Jokerem – z jednej strony spokojny, nietykalny „straszak”, z drugiej – nieprzewidywalny, nie do końca normalny człowiek z pomalowaną twarzą. Nie ma chyba nikogo, kogo ciary wręcz nie przechodziły, gdy wydawał z siebie ten charakterystyczny okrzyk. Nie byłoby oczywiście fenomenu Stinga, który jest dzisiaj, bez jego wejść. Dla przykładu -toczy się walka Team Cena przeciwko Team Authority. Zostają Dolph Ziggler i Seth Rollins. Po Pedigree na Dolphie w wykonaniu Triple H’a, Seth pinuje, położony półprzytomny na przeciwniku przez Huntera, sędzia rozpoczyna liczenie, aż nagle zapada półmrok. Jedna z niewielu rzeczy, które widać to rozświetlony na czarno-biało titantron, słychać natomiast krzyk fanów i rozbrzmiewający zewsząd themesong The Icona – Out of the Shadows. Stinger wchodzi (bez swojego baseballa, niestety), unika ataku Triple H’a, wykonuje mu Scorpion Deathdrop, kładzie Zigglera na Rollinsie i wychodzi (Team Cena wygrywa). Zasadniczo, w większości przypadków wchodził z kijem, przy swoim, uwielbianym przez wszystkich, Sting Theme, ale nawet brak broni nie przeszkodził w stworzeniu wspaniałego segmentu. Długo by opisywać Stinga, jego niezbyt udaną przygodę w WWE, niezwykłość jego postaci, jego przemianę, itd. Ale jeśli już coś o nim mówić, to z szacunkiem i podziwem.

braywyatt
MIEJSCE 4 – Bray Wyatt (debiut w WWE : 2010)
Według wielu, Bray Wyatt jest niedoceniany i powinien dostać jak najszybciej title shota. Otóż moje stanowisko w tej kwestii jest następujące: Bray jest jednym z niewielu zawodników, takich, jak Undertaker, czy Demon Kane którym tytuł nie jest do niczego potrzebny. Po prostu mają gimmicki, przy których pasy by przeszkadzały, jak walizka MitB w posiadaniu Sheamusa. Zaraz może wszyscy się na mnie rzucą: „eee ty to sie nie znasz wogle łajat to debeściak i musi zdobyć ten pas od embrołsa”. Może i tak. Ale ja uważam, że przy obecnym gimmicku pas nie jest mu do niczego potrzebny. Potrzebne są mu zwycięstwa (bo od jakiegoś czasu przegrywa równo wszystkie rywalizacje) oraz pełna dominacja nad rywalami. Bez tego, jego postać boga, pożeracza światów jest niepełna, jak lekcja w szkole bez zapisania tematu. Ja osobiście czekam nie tyle na jego run z pasem, co na lepsze walki i rywalizacje.

edge
MIEJSCE 3 – Edge (debiut w WWE: 1998)
Najpierw wyjaśnijmy sobie, co oznacza „Rated R”. Według tego, co mówi mi wujek Google, litera R oznacza, że treść zawiera przemoc i nagość. Zawsze to lepsze od Rated X… nieważne. Określenie Rated R Superstar doskonale pasuje do charakteru postaci Edge’a… lekko psychopatycznej, przyznacie, postaci. W czasie jego czynnej kariery wrestlera był uwielbiany, jak mało kto, czy to jako face czy jako heel. Absolutnie za każdym razem, gdy ludzie słyszeli ukochane słowa „I think you know me”, dostawali drgawek i zaczynali się drzeć, ile sił w płucach. Bo trzeba przyznać, że ta zmodyfikowana wersja Metalingusa miała naprawdę ogromne znaczenie w walkach Edge’a i między innymi przez ten aspekt jego ogłoszenie zakończenia kariery w 2011 roku niektórych fanów wrestlingu zabolało bardziej, niż śmierć kogoś w ich rodzinach.

Shinsuke-Nakamura-750x340-1458761048
MIEJSCE 2 – Shinsuke Nakamura (debiut w WWE: 2016)
„Orgasm by this violin.” Taki komentarz przeczytałem pod filmem na kanale WWE na YouTube, który przedstawiał muzykę i filmik z titantronu, które miały być (i są) używane przez Nakamurę w NXT. Sam styl bycia byłego zawodnika NJPW powala na kolana, styl walki również. The King of Strong Style pokazuje zupełnie inny charakter i oblicze, niż reszta zawodników. Ja osobiście chciałbym zobaczyć jego walkę z AJ Stylesem na Wrestlemanii o pas WWE World Championship. Mimo wszystko, jego gimmick, a co za tym idzie, całą postać uważam za prawie doskonałą. Dlaczego prawie? Bo odkąd oglądam występy Nakamury, czuję, że naprawdę czegoś mi w nim brakuje. Brakuje mi w nim takiego konkretu, który pozwoliłby mi go w zupełności uwielbiać.

Undertaker_1999_ministry
MIEJSCE 1 – The Undertaker (debiut w WWE: 1990)
The Deadman, The Undertaker… Żeby już od razu zepsuć atmosferę przy tym punkcie, powiem, że Undertaker (w dosłownym tłumaczeniu) oznacza… Podbieracz. Chyba już wystarczająco zdziwiłem tym tekstem Wasze myśli, więc przejdę do meritum. Undertaker to niekwestionowana legenda wrestlingu. Pff, jedna z największych legend chodzących po tym świecie! Facet debiutuje w 90′ roku, walczy na całego przez następne pół swojego życia i po 26 latach spekuluje się o zakończeniu przez niego kariery. No to jest po prostu nieprawdopodobne. Taker przez dłuższą część swojej kariery występował w gimmicku zmarłego. Odmianą była tymczasowa zmiana gimmicku na American Badassa na początku obecnego tysiąclecia, ale złotym środkiem jest zdecydowanie Deadman. Co trzeba przyznać, to to, że WWE mocno przesadza co do jego postaci – chodzi mi o jego nadprzyrodzone moce itp. Ta jego postać ma z założenia: budzić respekt, lekko straszyć i otwierać nam usta, a nie grać Doctora Dooma. Tak samo, jak w przypadku Edge’a, dobre wrażenie przy samym wejściu Takera, to już połowa sukcesu. Miejmy nadzieję, że zawalczy jeszcze na co najmniej 2-3 WM-kach i pokaże, że nie ma, nie miał i nie będzie miał sobie równych.

Poza wyżej wymienioną dziesiątką, w świecie wrestlingu jest jeszcze wielu zawodników ze wspaniałymi gimmickami, ale powyżej wymieniłem tylko tych najbardziej znanych, tych, o których najprzyjemniej się czyta. Mam nadzieję, że podzielacie moje zdanie przy niektórych punktach. Jeśli nie, zapraszam Was na dół, do komentarzy, abyście wyrazili swoje zdanie oraz byście zaproponowali temat do następnego felietonu! Może 10 najlepszych themesongów? Kto to wie!

Komentarze

  1. Sorry, dać Gimmick Goldberga Elswortha oraz Balora, a nie dać gimmicku Ceny, Jericho i Rollinsa bądź Huntera to już strzał w stopę dla autora, bo Gimmick The Game’a to jeden z najwspanialszych gimmicków w historii WWE, lubię Billa, ale jego gimmick nie jest powalający,tak samo jeżeli chodzi o Balora i Elswortha

    1. Przypominam, że to subiektywny punkt widzenia autora. Każdy ma swoje
      zdanie. 😉 Ale autor na pewno weźmie twoją opinię pod uwagę.

  2. Widać tutaj fascynację autora gimmickami nadprzyrodzonymi, które w większości są fatalne i porzucane po paru miesiącach (Hej, Stardust), te z listy najczęsciej ratują wykonawcy. I zabrakło najlepszego gimmicku w historii wrestlingu w ogóle – Mankinda. jedyny który miał dobrą historię, motyw występowania, różne theme songi, i był świetnie dopasowany do Foleya.

    1. Przypominam, że to subiektywny punkt widzenia autora. Każdy ma swoje zdanie. 😉 Ale autor na pewno weźmie twoją opinię pod uwagę. 😉

  3. Cena,Orton,Undertaker,Foley,The Rock,Jericho,Edge,CM Punk(ten przed i po),Triple H hmm i może a nawet napewno Stone Cold. Jest tego więcej ale napewno oni mogą zapaść w pamięć wręcz do zarzygania się 😉 i tak jak napisałem czy się już nimi rzyga czy nadal lubi kiedy skończą kariery będzie ich mega brakować…

  4. Chętnie bym zobaczył 10 najlepszych themesongów.
    P.S. Bardzo fajny artykuł 🙂

  5. Aż się przyczepię…autor przetłumaczył dosłownie „undertaker”, choć tak naprawdę to znaczy poborcę pogrzebowego/właściciela zakładu pogrzebowego/grabarza. Także tegn tego…coś nie wyszło :v
    I faktycznie, zabrakło tu takiego Mankind’a czy Stone Cold’a (gimmmick anarchisty-badass’a). Zresztą, Ellsworth to tylko odświeżona wersja Eugene’a. Tyle w temacie.

Użyte znaki towarowe, loga oraz nazwy firm są własnością ich prawnych właścicieli, zostały wykorzystane tylko w celach informacyjnych i nie mogą być kopiowane bez zgody ich właścicieli.
Notice: ob_end_flush(): failed to send buffer of zlib output compression (0) in /home/misae/public_html/wrestlespot.pl/wp-includes/functions.php on line 3778